20 listopada 2018

"Nasze życzenie" Tillie Cole


Długo zabierałam się za lekturę "Naszego życzenia", ponieważ wielu innych czytelników, którzy już czytali tę książkę zapewniali mnie, że historia stworzona przez Tillie Cole wyleje ze mnie hektolitry łez. Dlatego bałam się tak dużej ilości uczuć, które może wywołać ta książka. W końcu nadszedł ten dzień, kiedy przysiadłam do czytania i już po kilku stronach, nie mogłam się oderwać i już na początku miałam przeczucie, że ta historia będzie nieziemsko bolesna, ale zarazem cudowna. Nie lubię takich połączeń, lecz mogłam przejść obojętnie obok tej historii. 

9 listopada 2018

"Wszystkie nasze obietnice" Colleen Hoover /przedpremierowo/


Jak dobrze wiecie, uwielbiam historie, jakie tworzy Colleen Hoover. Każda z jej powieści zawsze przynosi mi różne odczucia i doznania, mimo iż autorka w największym stopniu skupia się na miłości i uczuciach między dwójką ludzi. Jednak za każdym razem potrafi nas czymś nowym zaskoczyć, podoba mi się to, że Hoover nie kieruje się tylko i wyłącznie jednym schematem, wychodzi na przeciw wszystkim książkom o podobnej tematyce i tworzy coś nowego, świeżego. Dlatego ja - bez dwóch zdań, mogę nazwać się jej największą fanką i wiem, że przeczytam każdą książkę, która wyjdzie spod jej pióra. 

29 października 2018

"Z każdym oddechem" Nicholas Sparks


Fanką twórczości Nicholasa Sparksa zdecydowanie mogłabym się nazwać. Każdy, kto choć raz czytał jego książkę, wie jakimi schematami się zazwyczaj posługuje, więc Sparksa albo się kocha, albo nienawidzi. W moim przypadku było tak, że gdy tylko zobaczyłam zapowiedzi na październik i odkryłam, że jedną z premier będzie nowa książka Sparksa, bardzo, ale to bardzo się ucieszyłam i z niecierpliwością odliczałam dni do premiery. Czy autor zaspokoił moje oczekiwania?

16 października 2018

"Bez złudzeń" Mia Sheridan /przedpremierowo/


Moje podekscytowanie tą powieścią było dosyć spore, odkąd tylko przeczytałam opis fabuły i już od tego momentu wiedziałam, że będzie to kawał dobrej historii. W końcu Mia Sheridan, to jedna z moich ulubionych autorek, jeśli chodzi o tworzenie zaskakujących historii o miłości. I w tym przypadku mnie nie zawiodła. Stworzyła tak niepowtarzalną, a zarazem przepełnioną emocjami historię, że wsiąkłam w świat w bohaterów i ich problemy i za żadne skarby świata nie chciałam wracać do rzeczywistości. Ostatnie strony powieści czytałam ze łzami  w oczach.